fajerwerki i cukierki

Było by prościej gdyby nie ci ludzie. Tak, zdecydowanie.
Byłoby też prościej, gdyby nie oceniać ich przez filtr tego co robią i kim są.

Idziesz w gorączce w sobotę na tańce. Zakładasz małą czarną, bo tego wieczoru to nie ty masz być gwiazdą. Jest duszno i ciemno, ale uwielbiasz to miejsce. Przy wejściu czeka na ciebie komitet powitalny składający się ze znajomych twarzy. Będzie ciężko – myślisz.

Pod pretekstem przypudrowania nosa przedzierasz się przez szczelinę, by dotrzeć do toalety. Ocierasz się o zapocone ciała wysokich mężczyzn, którzy stają przy barze i za żadne skarby nie chcą zdjąć kurtki. Mijasz też piękne dziewczęta w kolorowych sukienkach. Zupełnie przypadkiem oblewasz pana znanego aktora jego własną whisky, a potem depczesz pana animatora. Ale udaje ci się. Docierasz do toalety. Potem twój taneczny wężyk zabiera cię wprost na parkiet, gdzie pracownicy kultury i sztuki oraz panie które zazwyczaj podają ci kawę, wiją się w rytm muzyki. Wymachują też przy tym ramionami, jak podczas ćwiczeń gimnastycznych. Nie dam rady – myślisz.

I już spisujesz wieczór na straty, bo widzisz barmankę, która nalewa ci zazwyczaj piwo w innym lokalu, a potem pana, który organizuje wystawy choć posiada odpychającą aparycję. Znowu on – myślisz.

Lustrujesz kompulsywnie dancefloor. Animator, pani od kawy, chłopiec z którym byłaś kiedyś na warsztatach, chłopiec, który zawsze mówi ci „cześć” kiedy spotykacie się na koncercie, a ty nigdy nie pamiętasz jego imienia, dziewczyna, którą poznałaś na tańcach w zeszłym tygodniu, kolejny animator, znany w środowisku dj, pani z lokalnego zespoły śpiewaczego.

Już się w środku gotujesz. Już myślisz o tym, że chcesz uciec stamtąd jak najprędzej. Myślisz o nich wszystkich. Nie chcesz żeby byli tu razem z tobą. Czujesz, że robi się duszno. Nie dam rady – myślisz.

Wciąż oceniasz i filtrujesz. Zamęczasz się, bo w tej chwili chcesz czuć się bezpiecznie wśród obcych twarzy. Zastanawiasz się co oni o tobie myślą.

Wtedy panika mija. Przecież nic ich nie obchodzę. Po prostu kojarzę te twarze, być może one kojarzą moją. W końcu to miasto jest takie małe…
Zamykasz oczy. W końcu słyszysz słowa piosenki i czujesz jej rytm. Oddychasz głęboko. Przypominasz sobie po co tu jesteś.
Jest lepiej. Uśmiechasz się w tańcu. Całujesz w czoło piękne dziewczęta, które przyszły tam razem z tobą.

Znajomy chłopiec uprzejmie pyta czy może z tobą zatańczyć, kolejny ucina z tobą krótką pogawędkę, a ten znany animator od dziś jest dla ciebie po prostu Szymkiem. Uff.

O północy wykrzykując 100 lat świętujecie urodziny uroczej, małej damy. Dama cieszy się, uśmiecha (usta ma pięknie umalowane), wzrusza.
Z nieba leci konfetti, drożdżowa muffinka upada na parkiet, a tobie lepią się palce od wiśniówki.
Bal trwa.

Po raz kolejny dochodzisz do wniosku, że nie ma się czego bać.
Tańczysz do momentu, kiedy głowa i nogi chcą już iść do domu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s